1/15/2026

Eskalacja

Wczoraj doszłam do ściany.
To co Sparta wyprawia rano to się w głowie nie mieści.
Zaczyna się gdy wchodzę rano do salonu.
Jest maksymalnie pobudzona.Zaczyna szczekać choć ją ignoruję i nic nie działa.
Kolejny rzut wyjście na spacer i powrót.
Wczoraj już się poddałam.
Wszystko wymusza szczekaniem.
Opiekunka z DT mówiła,że ona sobie lubi pogadać. Teraz jak sobie o tym myślę to szlag mnie trafia bo ona porostu wszystko wymusza szczekaniem.
Behawioryści każą ignorować ale jak mam ignorować gdy ona zaczyna szczekać o 6 rano.Mieszkam w bloku nie na wsi!
Umówiłam się z mężem,że on niestety przed pracą wychodzi z nią,ja z nim.
Postanowilismy też oduczyć ją wchodzenia na łóżka,sofy,fotele Mamy pogryzione wszystkie koce.
Trochę inny był pomysł na tego psa ale nie spodziewaliśmy się,że ona bedzie tak trudna.
Kupiliśmy kamerę.
Wczoraj przejrzeliśmy zapis.
Tylko kładziemy się spać,ona zaczyna łazić po domu i kombinować.
Kuzyn oczywiście śpi jak dziecko.
Zaczęła szarpać dywan to Kuzyn ją sprowadził do parteru.
Zamiast Netflixa wieczorem oglądamy nagrania z kamery;)
Minęły dwa miesiące,a ona w sumie niewiele się nauczyła.Jest bardzo reaktywna,wiecznie pobudzona,nie potrafi odpoczywać.
Miałam jechać z nią na ferie ale wezmę Kuzyna bo ona jest nieobliczalna.
Nie chcę się stresować,że coś zniszczy.
Kuzyn zrobił się potężny.Ostatnio nam zerwał smycz ale jego jestem pewniejsza.
Na bank nic nie zniszczy,zostanie sam na chwilę i obroni w razie czego;)
Szkoda mi go bo Sparta zmieniła jego życie w piekło.Nie tak to miało wyglądać..
Wzięłam ją dla niego.
Teraz trzeba ogarnąć ten bałagan.





Pozdrawiam Tangerina;)
Wielki powrót SIBO

1/13/2026

Wielki powrót SIBO

Sibo powróciło.
Od dwoch tygodni mam nasilone objawy.
Duży brzuch i koszmarny dyskomfort.
Zaparcia i cała reszta..

Wczoraj obejrzałam Dojrzewanie.
Jak film wszedł na ekrany i zrobił się szum jakoś nie miałam ochoty go oglądać.
Muszę przyznać,że szarpnął mną dość mocno.
Może dlatego,że pracuję z dziećmi i często słyszę,,że to na pewno nie moje dziecko".
Jak widać często stając na rzęsach nie mamy na wszystko wpływu.
I szlag mnie trafia jak w internecie wylewa się szambo na rodziców,których dzieci dopuściły się zbrodni.
Wszyscy by ich wieszali na najbliższym drzewie.Bo to ich wina!
Wiem jak okrutne potrafią być dzieciaki.
Wiem też jak ciężko jest zrozumieć rodzicom i uwierzyć,że ich dziecko może zrobić coś okropnego.Czytałam komentarze po zabójstwie dziewczynki z Jeleniej Góry i byłam przerażona.Wszyscy wiedzą już jak było i wydali wyrok.A co gdyby to ich dziecko dopuściło się tej zbrodni?
Czy też byliby tacy kategoryczni?
Nie znamy drugiego człowieka na 100%, ba nawet nie znamy go często na 50%.
Ile razy dziecko patrząc w oczy mówiło,że czegoś nie zrobiło,a potem pękało jak kruchy lód bo nie dawało już sobie rady..
Nikogo nie tłumaczę ale zawsze staram się zrozumieć dlaczego?
Tak łatwo nam oceniać i wydawać wyroki.
Czyny są etapem końcowym.
Dużo rozmawiam z dzieciakami i wiem ile muszą znosić.Jak ciężko im czasem samym ze sobą.
Ten film mnie rozwalił.
Młody człowiek zagrał tak przekonywująco,że nadal jestem w szoku.

Czuję się ostatnio mega nakręcona.
Wpadam w jakieś skrajności.
Od płaczu bo totalną rozpierduchę.
Gdybym była bombą miałabym króciutki lont.
Zastanawiam się co się dzieję.
Czy to jakieś przeciążenie?
Pod koniec stycznia mam wizytę u psychiatry.Zaleciła mi ją psychoterapeutka.
Muszę jej o tym powiedzieć bo czuję się wykończona.
Może też nieustającym dymem,związanym z psami.Jest mała poprawa ale dosłownie malutka.Codzienna orka...



Koleżanka mnie przeprosiła.
Cały weekend chodziłam struta.
W poniedzialek na świeżo postanowiłam to wyjaśnić.Miałam wrażenie,że nie bardzo czuła że postąpiła  niewłaściwie (mało powiedziane ).Dopiero jak powiedziałam jej co czułam w związku z tą sytuacją,zrozumiała i przeprosiła.
Ulga.




Pozdrawiam Tangerina;)
Z czym przychodzisz?

1/11/2026

Z czym przychodzisz?

Nie znoszę tego zdania.
Bo często nie przychodzę z niczym konkretnym,a presja że mam z czym przyjść powoduje,że zaczynam się zastanawiać czy mi to potrzebne.
Oczywiście temat dotyczy terapii.
Ostatnio miałam właśnie taką myśl,że może ta terapia jest mi w ogóle niepotrzebna.
Może tematy,które chciałam przegadać  dawno się zdezaktualizowały?
W trakcie rozmowy wyszło jednak kilka kwiatków.
Dowiedziałam się,że snuję w głowie scenariusze,które przeważnie są fałszywe.
Może nie dowiedziałam się bo wiedziałam to wcześniej ale jednak dobrze,że ktoś z boku rownież to widzi.
Myślenie katastroficzne.
Jeśli coś idzie źle,wymyślam najgorszy możliwy scenariusz.Przeważnie nie ma on szczęśliwego zakończenia.
Takie myślenie stricte dziecięce.
Te myśli nakręcają spiralę niepokoju,smutku i kosztują mnie mnóstwo energii.
Z drugiej strony to nie wzięło sie znikąd.
Moja matka jest bardzo lękowa.Przez lata sączyła we mnie ten lęk.Wiele lęków powstało na skutek sytuacji,ktore miałam w życiu i lecę na skróty.
Czeka mnie dużo pracy i wiem,że to praca moja i nikogo innego.Nie terapeutyczna,nie męża i bliskich. Muszę rozprawić się z tym sama i łapać myśli,które są początkiem czarnych scenariuszy.


W piątek miałam tak szokującą dla mnie sytuację,że trzyma mnie do dziś.
Zaplanowałam zastepstwo,zresztą to są zastępstwa stałe. Nauczycielka,która miała wejść do grupy oznajmia mi równo z dzwonkiem,że postanowiła iść do swojej klasy na zastępstwo w tej właśnie chwili.
I co mamy w związku z tym:klasa nie ma opieki,nauczycielka oddająca klasę nie ma jak wyjść do domu bo nie zostawi klasy samej.
Szybko podzieliłam zespół ale konsekwencją były grupy licząc ok 30 dzieci. 
Moje dzieci czekały aż rozwiążę kryzysową sytuację.W związku z decyzją koleżanki trzy osoby miały problem.
W pracy jakoś leciałam na adrenalinie ale gdy wrócilam do domu nie moglam wyjść z szoku.Jak można postąpić w ten sposób?
Powiem szczerze,że rzadko coś mną tak wstrząsa.Te emocje jeszcze mną targają mimo,że mamy niedzielę.
Jutro muszę to wyjaśnić i powiedzieć co o tym myślę.
Ludzie nie przestają mnie zaskakiwać.
Nieważne słowa,umowy,lojalność.
Ważne to co ja chę.
Ludzie nas zawodzą i zawodzić będą ale robią to czasem osoby po których się tego nie spodziewasz dlatego to jest takie trudne.


Psy nadal walczą.
Były momenty spokoju ale się skończyły.
Na ten moment myślę,że najważniejsze jest wyciszanie Sparty.Jak najmniej zachowań,które ją nakręcają.
Czasem ryczę z bezsilności bo spokojny dom zamienił się w pole walki.
Dużo juz udało nam się wyprowadzić ale pracy jest ogrom.
Nadal niszczy.Daję jej zabawkę żeby nie niszczyła,to znowu jest wojna kto ma się nią bawić i tak w kółko.
Są momenty,że żałuję swojej decyzji ale są też momenty radosne i dające nadzieję.

On❤️


Ona❤️




Pozdrawiam Tangerina;)
Trauma mieszka w moim brzuchu

1/07/2026

Trauma mieszka w moim brzuchu



Pamiętam jak zszokowało mnie słowo trauma w odniesieniu do mojego życia.
Zaczęłam gdzieś szukać,grzebać,chcąc dowiedzieć się czym ona właściwie jest i czym się objawia.
Teraz kojarzę gdzie mieszka.
Mieszka w moim brzuchu.
Do dziś dźwięk domofonu wywołuje u mnie ból brzucha.Kiedyś był to sygnał,że brat jest na tyle pijany że nie może znaleźć klucza.
Klucz przekręcany w zamku.
Szybkie zgrzytanie zamka - jest trzeźwy,wolne - nawalony jak stodoła.
Hałasy na klatce wywołują u mnie niepokój.
Kiedyś oznaczało,że brat wspina się po schodach szarpiąc poręcz i za chwilę będzie dobijał się do drzwi.
Do dziś podniesiony głos wywołuje ścisk w żołądku.
Coś co kiedyś działało,dziś już nie jest mi potrzebne.Zagrożenie minęło ale reakcje zostały.Bardzo chciałabym to zmienić i uwolnić moje ciało.
Postanowiłam wejść w nowy rok bardzo świadomie.Bez żadnych zrywów,rewolucjach postanowień.
Staram się być świadoma w każdej rozmowie.Panować nad chęcią przerwania czyjejś wypowiedzi.Nie muszę już zgarniać czyjejś uwagi.
Zdaniem terapeutki mój napęd może wynikać z tego,że starałam się jako dziecko wykorzystać do maksimum czas z rodzicami.
Mama ciągle pracowała,ojca nigdy nie było.
Chciałabym nad tym popracować.
Zwyczajnie zwolnić.

Traumą były sytuacje,ktore trwały latami - picie ojca,brata,pierwszego męża,kilka poronień.
Traumą było pozostanie bez środków do życia,kilkanascie zajęć komorniczych rosnących lawinowo,choroba męża. 
Pewnie znalazło by się coś jeszcze ale.. 
Nie piszę tego by sie nad sobą użalać.
Piszę to by uświadomić sobie ile przeszłam. Udało mi się przeżyć.
Nie chcę niczego umniejszać i bagatelizować.
Było ciężko i pewnie jeszcze będzie nie raz. 
Akceptacja nie oznacza,że coś mnie nie złości,smuci i przeraża.
Akceptacja to przyjęcie tego co jest bez nieustannego szarpania się i próby zmiany,gdy ta zmiana jest niemożliwa.
Przeszłości nie zmienimy,więc po co się nią truć. Przyszłości nie znamy,więc po co się zamartwiać nieznanym.
To wszystko wymaga treningu i łapania myśli,ktore nas niszczą.
Dlaczego łatwiej nam się zamartwiać niż pielęgnować dobre zakończenia?
W tym roku wyjątkowo potrzebuję spokojej głowy,która nie będzie produkowała czarnych scenariuszy,ciszy by usłyszeć to co ważne.



Pozdrawiam Tangerina;)
Zawieszenie broni

1/06/2026

Zawieszenie broni

Tak!
Pierwszy wieczór i poranek bez awantur!
Nie ma o co walczyć,więc wojna zakończona.
To jednak była chyba kwestia walki o zasoby.
Zabawki schowane,bestie ujarzmione;)
Może za szybko się cieszę ale ta cisza jest bezcenna!






Pozdrawiam Tangerina;)
Copyright © Enjoy the little things , Blogger